Tęsknię za tobą.

Obejrzała się przez ramię z niepokojem, powtarzając sobie w duchu, że wcześniej czy później i tak musi się z tym
Przejrzała ksia¿eczke jeszcze raz. Wolniej. I jeszcze raz.
nastepny weekend. Zapytam jeszcze babcie.
Przez chwilę patrzył na swoją słuchawkę. Może to była pomyłka, ktoś wykręcił niewłaściwy numer. Może on
zatrzymała sie na trzecim pietrze. - To znaczy... nie do domu,
ich oddechy odnalazły nagle wspólny rytm. Marla odnalazła
- Na razie.
odciagneły inne, bardziej interesujace wydarzenia. -Wzniosła
wielkie kłamstwo, Marla czy Kylie, czy kim tam jestes.
- Powoli - mówiła sobie, wsiadając do wynajętego samochodu. Uruchomiła silnik i rozsunęła dach kabrioletu.
- Nevada.
wyszedł z pokoju, ¿eby poszukac pielegniarki. Nie miał ochoty
- Może i pójdę - odparł, a potem uśmiechnął się złowrogo. - Właściwie to ja już tam byłem, no nie? Ale teraz
robotników z rancza.

Zerwała się na równe nogi.

przeze mnie ¿ycie, a ja nawet tego nie pamietam! Marla
Ross McCallum wrócił do miasta.
Paterno, nie kryjac zniechecenia, wyłaczył komputer.

Otworzył półlitrową puszkę i uśmiechnął się, słysząc cichy, dobrze znajomy syk.

- Więc co on tutaj robi? - Pokazała palcem na diuka.
Nie dokończyła. Santos mógł się tylko domyślać, czym facet mógł jej grozić, skoro była tak śmiertelnie wystraszona. Do tej pory też musiał się z nią obchodzić okropnie, inaczej nie uciekłaby z domu. Sukinsyn. Santos splótł palce, oparł brodę na dłoniach.
Alexandra rzuciła ostatnie spojrzenie na rzeźby.

powiedział Alex, uwa¿nie patrzac na ¿one. - Sama mówiłas, ¿e

- Vixen, lepiej odejdź - syknęła. - Wydaje się, jakbyśmy prowadzili naradę wojenną.
- Wrócisz tutaj, czy też wypełniłaś już swój obowiązek? - zagadnął Santos, kiedy czekali
Podobnie jak jego koledzy. Powietrze naładowane było energią, jak za każdym razem, gdy w sprawie szykował się przełom. Tym bardziej w takiej jak ta, w której dotąd ponosili same porażki.